Przestało mnie to wszystko obchodzić... Powoli zapadałam w coś, co przypominało pustkę...
Obojętność.
Wcześniej nieznane mi uczucie. Coś, czego nigdy nie zaznałam. Usiadłam po prostu jak kukiełka pod murami budynku, zwiesiłam głowę i patrzyłam tępo w chodnik. Ręce puściłam swobodnie... Tak samo skrzydła.
Musiałam wyglądać jak porcelanowa laleczka...
- Demon w mieście!
Nawet krzyki aniołów mnie nie interesowały... Nic mnie nie interesowało. Siedziałam tam, smutna, przygnębiona.
Taka... Bez znaczenia.
Bez znaczenia...
Po policzku spłynęła mi łza...
- NIE! - Słyszałam znajomy krzyk... Nadine. A raczej Nadia.
- Zostaw ich. - Szepnęłam, nie podnosząc wzroku. - Nie interesuje mnie już, co się stanie. - Dodałam po chwili.
- Ale nas tak! - Wrzasnęła Nadia. - Nie możesz tutaj zginąć!
I jakby na te słowa...
- Oszustka... - Wyszeptał jeden z aniołów... Jeden ze starszych.
Nastała cisza. Nikt się nie odezwał. Nikt też nie wiedział, co ma na to odpowiedzieć. Nikt nie miał pojęcia, o kogo chodzi starcowi.
Nagle poczułam ciepłą dłoń na swoim ramieniu... Uśmiech. Gładzenie po policzku.
- Nadia nie jest Wyższą... - Oskarżenie tego samego staruszka... Co to miało znaczyć?
Nie jest Wyższą...
Znowu cisza... Znowu ktoś delikatnie głaskał mnie po policzku... Tłum aniołów nadal się nie ruszył... Nawet o krok. Byli czymś sparaliżowani. Słyszałam same "Och!" i "Ach!". Ale... Dlaczego?
- To wybrana. - Szepnął jeden z młodszych mężczyzn. Dopiero wówczas się obejrzałam...
Za mną stała piękna, młoda kobieta o czterech parach skrzydeł. Jej piękne, czarne włosy spływały swobodnie po plecach, sięgając aż po uda. Miła, przyjemna twarz uśmiechała się w uspakajającym uśmiechu, błękitne oczy przyglądały się, jednocześnie się do mnie śmiejąc. Delikatnie głaskała mnie po policzku, oplatała jedną z par skrzydeł... Przypominały moje: demonie... Miała jeszcze trzy, a każde inne: anielskie o różowawej barwie, elfie w skalach błękitu i zieleni oraz wampirze... Czarne, monstrualne wampirze skrzydła.
Duch zbiorowy... Wyższa... Imieniem Bianca.
- Dlaczego...? - Szepnęłam, z oczu spłynęły mi łzy.
- Pamiętaj. Nie ufaj memu bratu. - Szepnęła, kładąc mi rękę na głowie. Lekko mnie rozczochrała. - Pamiętaj. - Poprosiła jeszcze raz. Jej błękitna suknia rozwiała się na powiewie wiatru. - Jedynie Czarna Gwiazda jest w stanie ci pomóc. - Dodała i... Rozpłynęła się.
- Brać ich! - Dopiero wtedy usłyszałam te słowa.
- Gabryel, wiejemy! - Wrzasnęła Nadia i wykonała zgrabny odwrót. Kilku młodziaków pobiegło za nią i zbiegającym Gabryelem.
- Wszystko w porządku, nasze drogie Życie? - Zapytał staruszek. Spojrzałam na niego. W moich oczach dało się wyczytać zszokowanie.
Gabryel... Był zdrajcą.