Nie wiem nawet, kiedy, ale przysnęłam. Nie wiem, czy na ten przywilej pozwolił sobie Hunter. Po prostu usnęłam na jego kolanach, głaskana delikatnie po głowie.
- Vido.... Vido, trzeba już ruszyć. - Usłyszałam delikatny głos nad swoim uchem. Nadal byłam nad fontanną. Ale...
- Gdzie Hunter?! - Krzyknęłam, gwałtownie się podrywając. Po głowie gładził mnie czarnowłosy, ostrzyżony krótko mężczyzna. On.... Miał białe skrzydła. Białe, anielskie skrzydła!
- Przepraszam, że naraziłem cię na spotkanie z nim. Mam na imię Gabryel. - Powiedział spokojnie i wstał z fontanny. Ukłonił się delikatnie.
- Powiedz mi, gdzie jest Hunter?! - Pisnęłam nie swoim głosem, zrozpaczona. - On jest moim opiekunem!
- Nie prawda. - Powiedział miękko. Jego błękitne oczy patrzyły na mnie stanowczo. - Hunter to tylko mój pomocnik. Prawdziwym opiekunem jestem ja.
Nie wiem, dlaczego.... Ale nagle oczy znów wypełniły mi się łzami. Czułam, że... Że zabrali mi ostatnią szansę na spotkanie z nim, na... Na pojęcie tego wszystkiego, na.... Na wszystko! Zapewne wyglądałam teraz jak małe, porzucone dziecko, które szuka swojego opiekuna i przewodnika.
- Gdzie to małe światełko...? - Zapytałam, patrząc na postawnego anioła. Mój szept był niemal bezgłośny. Patrzyłam na jego sylwetkę, nie, na jego nogi i czubki skrzydeł. Wyżej nie chciałam patrzeć. Na chodniku pojawiały się ciemne kropki.
- To był cień. - Odparł na to spokojnie. - Spójrz na mnie. - Poprosił. Spojrzałam. Co zauważyłam? Niezwykle urodziwego, czarnowłosego mężczyznę o błękitnych oczach, ubranego w biały frak z czerwoną różyczką włożoną do kieszonki. Do tego te białe, ogromne, zapewne mocne skrzydła... Był postawny, szerokie barki, plecy, biodra...
Jednak to nie był Hunter.
Zaczynałam chyba coś czuć do tego wampira.
- Światło zgasło. - Odpowiedziałam smętnie. - Zapalisz je?
- Zapalę. Obiecuję. - Odparł spokojnie. - Jest już na balu., Letuum prosił, bym to ja cię wprowadził. - Powiedział spokojnie, patrząc na moją suknie, dekolt... Jego wzrok dłużej utkwił przy broszy. - Ale ona nie pasuje.
Po tych słowach zdjął mi rubinowego nietoperza. Wtedy właśnie niespodziewanie złapałam jego ręce. To było jak odruch!
- Chciałabym ją zatrzymać. - Poprosiłam ze łzami w oczach. Na chwilę zwiększanie się ilości kropek na chodniku ustało.
Gabryel skinął głową. Nic nie powiedział. Spojrzał tylko na mnie uważnie, po czym skierował swój wzrok na niebo.
- Dlaczego ta biedna istota...? - Zapytał, składając ręce jak do modlitwy. Czyżby modlił się do Boga? Czy może do braci?
- Nie jestem biedna. - Uśmiechnęłam się przez łzy. - Chodźmy. - Powiedziałam bez zastanowienia. Gabryel wziął mnie pod rękę. Począł mnie prowadzić przez miasto.
Doszliśmy na jego skraj. Tam zauważyłam wiele małych światełek i jedno ogromne.
Gdy siostry i bracia kochani
Czy w doli, czy w niedoli,
Pamiętaj moje słowa:
"Brata i siostry nigdy nie zgubisz,
Nie stracisz, nie zniszczysz."
Brat i siostra ci winę odkupi,
Za winy zapłaci i winy wybaczy.
Rad radą czy nierad gdzieś w głębi
Brata nie stracisz, siostry nie zagubisz
Jak gwiazdę atralną znad dziecięcych pomysłów
Będą ci towarzyszyć do czasu swego kresu
A nawet dzień, dwa, rok dłużej.
Pamiętaj me słowa, drogi przyjacielu
Brat krwi, siostra rasy twojej
Twe winy odkupi, towarzyszem będzie trudu.
Piosenka dochodziła z tego wielkiego światła. Poznawałam doskonale ten głos.
- Bal będzie na świeżym powietrzu. Wampiry tak lubią. - Powiedział spokojnie Gabryel. Szczerze? Akurat to mało mnie interesowało.
Zapewne Gabryel to był owy ON. Jednak teraz nie czułam potrzeby zadawania pytań. Teraz najważniejszym dla mnie było odnaleźć źródło tak znanego głosu, aż... Aż nazbyt, dźwięczał w mojej głowie. Pulsował w myślach. Ale... Nie moich. To nie były moje myśli, tylko.... Jakby kogoś innego. A jednocześnie czułam, wiedziałam doskonale, że są moje.
- Witaj, siostro. - Usłyszałam gdzieś za sobą. Obejrzałam się gwałtownie, puszczając Gabryela. Nie wiedziałam, co nagle się stało, że....
Poczułam puch. Naokoło mnie. Jakaś kojąca cisza nastała, nie słyszałam już nic. Nie zdążyłam ujrzeć tego mężczyzny, który nazwał mnie siostrą.
"Czy gotowa jesteś podążyć za Śmiercią i Jej Przyjaciółmi?"
Kiedyś ktoś zadał mi to pytanie. Wcześniej. Jeszcze wcześniej.
Nagle obraz mi się zamazał. Czyżbym straciła przytomność?
- Oto córa demona! - Krzyknął ktoś z tyłu. Obraz zaczął wracać. Znów widziałam mroczny krajobraz, cienie drzew i padający na nie blask księżyca i świec. Wcześniej musiałam je widzieć jako punkciki.
- To nie tylko córa demona, to siostra Letuum! - Krzyknął jeden z uczestników zabawy.
Wszyscy byli ubrani elegancko. Niemal wszyscy w czerwień, czerń lub biel, jednak zdarzały się sporadyczne wyjątki.
Gwałtownie wszyscy zwrócili swoje oczy ku mnie.
Ale.... Jego nie widziałam.
- Siostro... - Nie.... Znowu ten ból głowy, nie! Dłużej go nie zniosę....
- Przepraszam, wampirze... - Szepnełam cicho. Zauważyłam jeszcze mały blask blisko mnie. Potem zemdlona opadłam na ręce Gabryela.